PL EN DE ES FR IT RU FI
- Ademas del tratamiento de la disfuncion erectil comprar levitra online vino durante una cena romantica. - 44% of men are sexually active buy Cialis over the counter the lower the activity. - Effective tool in the fight against order Tadalafil online for men who have an active sex life. - El tratamiento puede ser tanto conservador Cialis sin receta de excitacion se llena activamente de sangre. - Second in popularity among men except buy Propecia treatment of male pattern baldness.
Kalendarium
Założyciel strona główna
Instytut Rodzin
Apostolat Pielgrzymującej Matki Bożej
Ojciec Kentenich w życiu tych, którzy go spotkali

Ojciec Kentenich w życiu tych, którzy go spotkali

 

Znamy wiele faktów z życia Ojca Założyciela. Czytamy jego wykłady
i dzięki temu coraz bliższa staje się nam jego postać. Jednakże znaczące jest nie tyle intelektualne poznanie co przeżycie, doświadczenie sercem.

Spotkanie z Ojcem Kentenichem miało ogromny wpływ na życie wielu ludzi. Nie tylko imponował, pociągał, ale przede wszystkim zbliżał do Boga. Chcemy przez kilka chwil pochylić się nad refleksjami osób, które podzieliły się swoim doświadczeniem spotkania z Ojcem Kentenichem. On zapewne i z nami chciałby się spotkać, poświęcić nam nieco uwagi, chciałby nas poznać, bardzo osobiście, indywidualnie. Czy i my chcielibyśmy spotkać się z Nim? Postawmy sobie to pytanie teraz i potem, po wysłuchaniu tych kilku świadectw. Wszyscy, którzy mieli doświadczenie osobistego spotkania z Ojcem Kentenichem wspólnie podkreślają naturalność w jego postawie a równocześnie całkowite ukierunkowanie na Boga, na świat nadprzyrodzony. 

 

Pani Gertruda G. – była przełożona generalna Pań Szensztatu w swoim świadectwie o Ojcu Kentenichu mówi o tym, że całe jego życie było przeniknięte przymierzem miłości, był jakby żywym przymierzem. Promieniowało ono z niego wtedy gdy przemawiał, w rozmowach z ludźmi, w jego czynach i w całej osobowości. Żył przymierzem miłości zarówno w tym co miało wielkie znaczenie jak i w tym co było znikome. Dzięki niewzruszonej wierze w Opatrzność był zawsze spokojny i opanowany a przy tym dyspozycyjny a także często pełen humoru. Źródłem tej postawy było zjednoczenie z Matką Bożą, przymierze miłości.

Inną cechą, którą wyróżnia Pani G. to jego relacja do spotykanych ludzi. Mówi o tym, że jego stałość w przymierzu miłości przekładała się na relacje z ludźmi. Każdy kto się z nim spotykał czuł się przez niego w pełni przyjęty, zauważony, obdarzony szacunkiem. Miało się poczucie: On ma dla mnie czas! Ponadto zasadniczą postawą Ojca było poznanie człowieka, jego oryginalności i równocześnie postrzeganie go jako partnera w przymierzu miłości z Maryją.

„Osobiście – mówi pani G. -  nigdy rozumiałam tego, jak Ojciec radził sobie z tym, że pośród takiej wielości zajęć, nigdy nie tracił spokoju. Nie było w nim niczego z pośpiechu, gorączkowości. Zawsze promieniował Bożym pokojem. W osobistej rozmowie z nim w szczególny sposób można było odczuć jego głębokie zjednoczenie z nadprzyrodzonością”.

A oto jedno ze szczególnych doświadczeń Ojca przez Panią Gertrudę G.:

„Pewnego sobotniego popołudnia, kiedy Ojciec Kentenich przebywał w naszym Domu Regina i o godz. 15.00 pił kawę, przygotowałam mu coś [do tej kawy]. Poszłam do niego, podając to co przygotowałam i chciałam odejść. Ojciec jednak powiedział, że mam zostać. Rozmawialiśmy o tym i owym. Kiedy po krótkim czasie znów chciałam odejść, zachęcił mnie bym pozostała i zaprosił bym usiadła. Po jakimś czasie miałam odczucie, że w tej chwili nic Ojca nie ponaglała, ani wykład, ani jakieś zapowiedziane odwiedziny. Chociaż wiedziałam, że Ojciec zawsze ma wiele pracy, zdawało się, że chce po prostu porozmawiać albo może potrzebuje jakiegoś odprężenia. Nawiązała się między nami rozmowa na dobre. Poruszaliśmy różne tematy: zadanie i posłannictwo w służbie naszej Partnerki przymierza, całe dzieło i jego rozwój…. Stawiał pytania i opowiadał też niektóre rzeczy od siebie.

Zatrzymał mnie pełne dwie godziny. Szczegółów tej rozmowy nie pamiętam, przede wszystkim dlatego, że byłam wewnętrznie niespokojna z powodu tego, że mnie tak długo zatrzymał i potem braknie mu tego czasu. Ale jedno zdanie bardzo mocno, dokładnie wbiło mi się w pamięć i – ponieważ wydawało mi się bardzo ważną wypowiedzią – zaraz potem je zapisałam. Ojciec powiedział:

„To jest tajemnica Ojca, że Ojciec z szacunkiem staje wobec każdej odrębności, że każdy człowiek, który go spotyka, czuje się w swojej inności przez niego przyjętym i akceptowanym oraz ważnym. To jest tajemnica Ojca”.  

Ks. Prałat Hienz Dresbach, poznał Ojca Kentenicha podczas rekolekcji dla kapłanów odbywających się w Szensztacie w 1940 roku. Opowiada, że podczas tych rekolekcji Ojciec Założyciel uświadamiał im, że muszą być gotowi na wszystko co może się zdarzyć, także na to, że mogą zostać powołani do wojska, a także, jak wielu kapłanów mogą zostać aresztowani. Wówczas radził im, by codziennie odmawiali egzorcyzmy.

Ks. Dresbach został aresztowany wcześniej niż Ojciec Kentenich i przewieziony do Dachau. Ojciec na początku swojego pobytu w obozie przez siedem miesięcy przebywał na bloku przejściowym. Trafił do Dachau w marcu, ale dopiero w październiku przeszedł na blok 26 w którym byli umieszczeni księża niemieccy. Ks. Dresbach opowiada:

„Próbowałem wejść z nim w kontakt i stało się to w tak prosty, niewymuszony sposób, że poprosiłem go, żebym się mógł u niego wyspowiadać. Nie zapomnę nigdy sposobu w jaki mnie słuchał. Było to pierwsze takie spotkanie, że można było tak osobiście wzajemnie się zbliżyć. Stało się to dla mnie wydarzeniem i przeżyciem, którego nie mogę zapomnieć. Długi czas zastanawiałem się nad tym, że miało miejsce coś innego niż dotychczas doświadczałem. Sposób w jaki słuchał niemal wyprowadził mnie z równowagi. Wówczas powiedziałem sobie, że otrzymałem więcej światła, jasnego spojrzenia, pomyślałem sobie: takiego „audytorium” nigdy nie miałem w moim życiu, kogoś kto z takim zainteresowaniem mnie słucha, kto mówi ci dokładnie to, co masz do powiedzenia.

Ale jednego wrażenia długo nie mogłem zrozumieć i przepracować, mianowicie,  że Ojciec tak mnie traktował, że po jednym dniu moje serce we mnie nagle całkiem cicho i nieśmiało powiedziało: „Ojcze”. Byłem wręcz śmiertelnie wystraszony. Nigdy nie miałem okazji, by do jakiegoś człowieka powiedzieć „Ojcze”. Mój ojciec zginął podczas I wojny światowej, tak wcześnie, że nie mogłem go sobie przypomnieć i właściwie nie wiedziałem jak z takim słowem wewnętrznie się obchodzić, ze słowem serca. A Ojciec to wszystko dobrze obserwował i w delikatny, subtelny sposób wstrzymywał się, by nie przynaglać. I za to pozostanę mu wdzięczy na wieki. Z innej strony był otwarty na wszystko, co można powiedzieć i czuło się, że stara się człowieka poznać i mu służyć.  Tak na przykład z biegiem czasu stało się dla mnie jasne, że ma jakąś „dziwną” wiarę.

Tego, co się tyczy jego wiary, tego do tego czasu w rzymsko-katolickiej wierze jeszcze dobrze się nie nauczyłem, mianowicie tego, co znaczy żywa wiara, wiara w rzeczywistość Boga, wiara w skutecznie działającego Boga, stałą, nie do złamania, wiarę w to, że Bóg przez wszystko, co się dzieje, co jest przyjemne i nieprzyjemne, i na dodatek inne, że on przez wszystko okazuje nam swoją pra-osobistą miłość. Konkretna wiara, że Bóg jest i podobnie z nim Matka Boża we wszystkim, co się dzieje, we wszystkim jest skutecznie, nie jest daleko, ale tutaj, że jest wszędzie, we wszystkich dziełach od rana do wieczora, i osobiście, uprzedzająco jest nastawiony na człowieka, na ciebie i na mnie. To zdezorganizowało cały mój świat i musiałem się natrudzić, by się w tym odnaleźć”.   

Ks. Dresbach został zwolniony z obozu kilka dni wcześniej niż Ojciec Założyciel, ale czekał na Ojca i razem starali się dojść do Szensztatu. Gdy po drodze napotykali na naloty bombowców, ks. Dresbach kładł się w rowie blisko Ojca, z przekonaniem, że skoro ktoś taki jak on wyszedł z obozu to nie po to, by po drodze zginąć.

Ojciec w sposób znaczący wpływał na życie ludzi, ich odniesienie do rzeczywistości, dojrzewanie, a nawet zmianę światopoglądu. Znamy świadectwo Pana Jezusa P.  – chciejmy jeszcze raz posłuchać-

„Razem z moją żoną spotykaliśmy codziennie O.Kentenicha i wywierał na nas wielkie wrażenie. On był dżentelmenem. Miłym, uprzejmym i inteligentnym człowiekiem. Kiedy wraz z moją żoną byliśmy u Ojca Kentenicha, rozmawialiśmy częściej na tematy religijne, które właściwie mnie osobiście nie bardzo interesowały - szedłem bardziej ze względu na moją żonę.

Kiedy byłem z nim sam, rozmawialiśmy tylko o moich sprawach: o problemach Ameryki Łacińskiej. Nie mogę sobie przypominać, aby powiedział mi kiedyś: „To widzi Pan niewłaściwie“. Na moje nieustępliwe spostrzeżenia reagował pytaniem, na moje surowe oświadczenia dotyczące Kościoła i hierarchii odpowiadał z uśmiechem. Był bardzo cierpliwy i normalny, tak pełen szacunku i dostojny, że coraz bardziej czułem się przyciągany do niego i jego idei.

Byłem pod wrażeniem. Nie tyle dlatego, że był kapłanem. Nie przychodziłem, by spotkać się z kapłanem albo świętym. Szukałem człowieka, który rozumiałby  mnie, jako młodego latynoamerykańskiego rewolucjonistę. On wywierał na mnie wrażenie jako osoba, ponieważ reagował  tak inaczej, w taki  nowy sposób. On miał odwagę mówić to, co myślał, bez względu na to, co później mogłoby mu się przydarzyć.

Gdy kiedyś razem poszliśmy na spacer, zapraszał nas jako parę małżeńską, do zawarcia przymierza miłości z Matką Bożą. Wyjaśnił nam, na czym ono polega. Jeśli mam być uczciwy, to powiem, że w ogóle mnie to nie interesowało. Moją główną troską były problemy Ameryki Łacińskiej. Jednak z miłości do mojej żony zgodziłem się.

Tak więc ostatecznie klęczeliśmy w sanktuarium i modliliśmy się odmawiając modlitwę ułożoną przez nas oboje.

Kiedy zakończyliśmy, Ojciec Kentenich wstał i podszedł do nas z krzyżem w ręku. Przekazał mi go, mówiąc: "Proszę przyjąć ten krzyż jako symbol Pana posłannictwa dla Ameryki Łacińskiej".

Kiedy przekazywał nam krzyż  nie czynił tego jak duszpasterz parafialny, który dziecku podaje mały krzyż. Nie, on wręczał mi krzyż jak generał, który przekazuje  żołnierzowi miecz.

Byłem głęboko w sercu poruszony - nie z powodu krzyża, lecz z powodu zaufania, którym obdarzył mnie Ojciec Kentenich. Tej nocy nie mogłem spać. Cały czas zastanawiałem się nad tym, co się zdarzyło. On podał mi krzyż jako symbol mojego posłannictwa, którego do tego czasu jeszcze nie znałem. Myślą, która rzeczywiście dotknęła mojego serca i mojego rozumu , była świadomość jego wielkiego zaufania i jego szacunku wobec mnie.

Kiedy odwiedziłem Ojca Kentenicha po raz drugi w Milwaukee, poszedłem z nim któregoś wieczoru  na spacer. Powiedziałem do niego: „Mam nowinę dla Ojca:  Rozstrzygnąłem na korzyść Ojca i chciałbym podążać za Ojcem przez całe moje życie.“

Ojciec  Kentenich wyprostował się, uśmiechnął, położył swoją rękę na sercu i powiedział: „Od dziś będziemy dobrymi przyjaciółmi. Jesteśmy sprzymierzeni“.

Później tłumaczyłem tę chwilę tak: Zamieniałem  jedną brodę, na drugą, brodę Fidela Castro na brodę Ojca Kentenicha.

W czasie pobytu Ojca w Stanach Zjednoczonych w Milwaukee, dwie studentki z Niemiec postanowiły udać się w podróż, by zobaczyć wielkiego założyciela Ruchu Szensztackiego. Po przygodach jaką była podróż wreszcie odnalazły dom w którym mieszkał Ojciec Kentenich. Wielkim przeżyciem było dla nich spotkanie z Ojcem, doświadczenie jego ojcowskiej troski i gościnności. Wreszcie nadszedł dzień rozmowy. Oto relacja jednej z nich, która później wstąpiła do Instytutu Sióstr i do dzisiejszego dnia dzieli się swoimi przeżyciami z Ojcem – siostra M. Petra z USA:

„Po dwóch dniach gdy już zdążyłyśmy ochłonąć po podróży i rozpakować nasze rzeczy Ojciec zaprosił nas do swojego biura i tam zapytał nas, czego oczekujemy po pobycie w Milwaukee. Wtedy pokazałyśmy Mu kartkę, na której było około pięćdziesięciu pytań dotyczących między innymi historii Ruchu Szensztackiego, pedagogiki Szensztatu itd.  Po uzyskaniu odpowiedzi na te pytania od samego Założyciela chciałyśmy je przedyskutować w gronie naszych koleżanek ze studiów. Jednakże Ojciec Kentenich po przeczytaniu tej kartki odłożył ją na bok i powiedział, że to możemy zrobić później. Gdy zaczęłam prosić, aby zacząć już teraz i powtarzać, że to dla nas bardzo ważne, Ojciec stwierdził: „Kto idzie powoli szybciej dojdzie do celu”.

Po chwili Ojciec powiedział, że ma dla nas inną propozycję, ponieważ uważa, że przede wszystkim powinien nam osobiście pomóc. Nie wiedziałam, co to ma znaczyć, w czym można mi pomóc?! Ojciec wyjaśnił, że chce porozmawiać najpierw z jedną z nas, a potem z drugą. Pierwsza poszła z Ojcem na spacer i jednocześnie porozmawiać, moja koleżanka Elfryda. Widziałam jak oboje spacerowali – na początku mówiła Elfryda, a po pewnym czasie zauważyłam, iż mówił już Ojciec Kentenich. Pomyślałam wtedy, widocznie moja koleżanka miała jakiś problem, ale przecież ja nie mam żadnego dylematu czy też kłopotu, o czym więc będę rozmawiała z Ojcem?

Jednak wkrótce Pan Bóg postarał się, abym miała się czym martwić. Z Niemiec przywiozłam ze sobą aparat fotograficzny, aby robić zdjęcia i w ten sposób przekazywać dziewczętom, które pozostały w kraju dokładne informacje o naszym pobycie w Milwaukee. Ojciec Kentenich widział już mój aparat i powiedział, abym na razie nie fotografowała. Jednakże gdy tak siedziałam i patrzyłam na Ojca oraz koleżankę jak spacerują tam i z powrotem, pomyślałam, że przecież nic się nie stanie, jeśli zrobię tylko jedno zdjęcie. Jednocześnie wciąż w sercu słyszałam glos Ojca, który powtarzał: „Z fotografowaniem jeszcze poczekamy”. Wiedziałam, że tego nie powinnam czynić, ale pokusa była tak silna…  Aby Ojciec mnie nie zobaczył ukryłam się za krzakami i gdy on i koleżanka usiedli na ławce, już chciałam zrobić zdjęcie, ale wtedy oni raptownie wstali, po czym odeszli w innym kierunku. Przestraszona zdałam sobie sprawę, że chciałam postąpić wbrew woli Ojca i dopiero wówczas poczułam wyrzuty sumienia. Byłam wręcz pewna, że zostałam zauważona. (…) Postanowiłam, że wszystko dokładnie opowiem Ojcu.

Gdy zobaczyłam rozpromienioną koleżankę powracającą z rozmowy pomyślałam, iż zapewne Ojciec Kentenich rozwiązał jej problem. W tym momencie zauważyłam, że Ojciec skinął na mnie uśmiechając się przy tym serdecznie. Kiedy podeszłam do niego ze spuszczoną głową od razu zapytał, czy coś się stało i wówczas bardzo dokładnie opowiedziałam Ku wszystko. Gdy wreszcie zamilkłam, Ojciec powiedział: „Bóg zapłać”. Sądziłam, że chyba mnie nie zrozumiał i dlatego zaczęłam jeszcze raz mówić o tym, co chciałam zrobić. Wtedy Ojciec wyjaśnił mi, że wszystko rozumie oraz że nie wstał z ławki tak nagle dlatego, że zauważył mój aparat. Następnie dodał iż sprawiłam mu wielką radość opowiadając całe zdarzenie tak szczerze i dziękuje mi właśnie za to , że potraktowałam poważnie jego prośbę. Poprosiłam wówczas Ojca, aby mi to wytłumaczył, ponieważ nie rozumiałam tego i tak zaczęła się ta niezapomniana rozmowa…. Z tego co wtedy usłyszałam czerpię do dzisiejszego dnia”.

Charakterystyczne jest to, że Ojciec Kentenich towarzyszy w życiu także tym, którzy go nie spotkali, albo spotkali go w dzieciństwie. Posłuchajmy świadectwa pani Beatrix W. - 43 letniej matki rodziny. Swoje świadectwo zatytułowała: Jego ręka spoczywa na mnie i osłania także dzisiaj.

„W kwietniu, kiedy ukończyłam 5 lat, krótko przed moimi urodzinami przyjęłam I Komunię św. w sanktuarium w Münster. W czerwcu, wraz z rodziną, podjechałam do Szensztatu. Było to 19. czerwca 1966 roku. Moi rodzice zostawili mnie pod opieką jednej z sióstr, aby sami mogli udać się na wykład Ojca Kentenicha. To mi się oczywiście nie podobało, bo ja też chciałam pójść do Ojca. Moi rodzice opowiedzieli mi już wiele o nim, a jego zdjęcie stało w naszym domowym sanktuarium, na małej szafce w pokoju gościnnym.

Siostra udała się z nami, ze swoimi małymi podopiecznymi, na spacer po Górze Szensztat. Nagle zobaczyłam sporą grupę ludzi, a jeden z mężczyzn skupiał uwagę na sobie. On wyglądał dokładnie jak Ojciec Kentenich. Ogarnęła mnie tylko jedna myśl: muszę to dokładnie wiedzieć. Odłączyłam się od grupy, pośpiesznie udałam się do niego spojrzałam na niego i zapytałam: „Czy ty jesteś Ojciec Kentenich? Ty jesteś na naszej szafce.” A on przerwał swój wykład i mi się przedstawił. Następnie dalej kontynuował wykład, przez cały czas mocno trzymając mnie za rękę. Dzisiaj pamiętam tylko, że ludzie się uśmiechali, a ja pod jego opieką czułam się bardzo dobrze. A jednego jestem pewna zupełnie: jego ręka spoczywa na mnie i osłania mnie.

Kolejne głębokie przeżycie, które dalej kształtowało moje życie, miało miejsce w Szensztacie. Ojciec Kentenich odszedł już do wieczności, do Matki Bożej. Po tygodniu wakacji dla dziewcząt, jeszcze przez tydzień pomagałam w Sonnenau. W tym czasie ogarnęła mnie wielka tęsknota, dlatego poszłam do Prasanktuarium, by prosić Ojca i Matkę Bożą o pocieszenie. I ono nadeszło... Kiedy wróciłam do Sonnenau, czekała na mnie mała paczka ze słodyczami od moich rodziców z serdecznymi pozdrowieniami. To na nowo przywróciło mi humor i znowu wiedziałam: jego ręka spoczywa na mnie i osłania mnie.

I trzecie wydarzenie miało miejsce przed kilkoma laty. W międzyczasie wyszłam za mąż i zostały nam dane cztery zdrowe córki. Od 18. do 19. września 1999 roku miała miejsce wielka pielgrzymka naszej diecezji Osnabrück do Szensztatu. Tym razem była to szczególna pielgrzymka, gdyż nasz nowy biskup, który był francuskiego pochodzenia, po raz pierwszy miał udać się wraz nami do Szensztatu. Nasza młoda grupa rodzin została poproszona, aby przygotować program na powitanie, w którym mieliśmy opowiedzieć o naszej pracy w gronie rodzin. Zostałam zaproszona do współpracy, aby przygotować jakiś projekt. Przez długi czas prosiłam Ojca Kentenicha, aby dał mi jakiś pomysł. Coraz bardziej zbliżał się czas oddania projektu, a ja ciągle jeszcze nie zaczęłam nawet nad tym pracować, ponieważ żadna z koncepcji mi się nie podobała. Cały ten czas po prostu zawierzałam Ojcu Kentenichowi i zapewniałam wszystkich, że wszystko będzie super. Nawet w dzień przed terminem oddania tekstu, nie nasunęło mi się jeszcze nic konkretnego. Wtedy zaczęłam usilnie modlić się do Ojca Kentenicha: „Jeżeli nie skontaktujesz się szybko z Duchem Świętym i nie dasz mi jakiegoś pomysłu, nie tylko zblamuję moją grupę, ale również biskup i pielgrzymi nie będą mieli najlepszego wrażenia o Twoim Dziele Szensztackim. Pół godziny później miałam już taki pomysł, że nie nadążałam pisać! Dlaczego należymy do Szensztatu, nad czym pracujemy, nasze powiązania z niebem i pomiędzy nami poprzez nasze sanktuaria domowe, i tak dalej, i dalej... To była piękna uroczystość. Księdzu biskupowi ofiarowaliśmy małe sanktuarium domowe, z którym do dzisiaj nie może się rozstać. W ten sposób mógł on dobrze poznać Ojca Kentenicha i Szensztat. I znowu wiedziałam: jego ręka spoczywa na nas i osłania nas.

Przed trzema dniami przyjęliśmy do naszej rodziny piąte dziecko, małego niepełnosprawnego chłopca, i jesteśmy pewni: jego ręka spoczywa na nim i osłania go.

Tak jak to usłyszeliśmy, czasem przez małe, drobne wydarzenia oddziaływanie Ojca było dla spotykających go ludzi istotne i ważne. Również dzisiaj ludzie doświadczają więzi z Ojcem Założycielem. Może i my należymy do nich:

 Jedna z Chilijskich sióstr po śmierci Ojca napisała: „Ojciec jest mi teraz o wiele bliższy niż na życia. Wszystkie przeżycia, które z nim miałam, stoją przede mną, jakby to było pierwszy raz. Ojciec kiedyś mi powiedział, że nie chce mojego niemieckiego [chodziło o możliwość porozumiewania się], ale chce moje serce. Teraz mogę z nim rozmawiać i wszystko mu powiedzieć. Czasem mam uczucie, jakby tuż przy mnie stał i patrzył na mnie”.

Jedna z sióstr opowiada: „Pewnego razu podszedł do mnie starszy pan i powiedział:: „Siostro, potrzebuję zdjęcie Ojca Kentenicha, ale takie, że jest on tyłem!” Byłam zdziwiona i zapytałam go o powód. Odpowiedział: „Zauważyłem, że Ojciec Kentenich jest tym, za którym podążam już 40 lat, idę jego śladami. I po tej drodze chcę dalej kroczyć, ponieważ jestem pewny, że tak dojdę do celu”.

Jakie są moje spotkania z Ojcem Kentenichem?  

 

Oprac. s. M. Anastazja Komor ISSM

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

o. Kentenich
Modlę się o wypełnienie się na was woli Bożej!
Beatyfikacja PK
Józef Engling
Nasze wspólnoty
W Sanktuarium Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej w Świdrze, podobnie jak w wielu sanktuariach szensztackich rozsianych po całym świecie, trwa całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu. Siostry Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu żyjąc w bliskości Boga uwielbiają Go, wynagradzają, dziękują, przedkładają Bogu wszystkie sprawy Ojczyzny, Kościoła i świata...

Czytaj więcej
Can you buy Retin A over the counter buy retin a tretinoin | Levitra, toma por oral con o sin comida comprar vardenafil generico | Si Levitra recepción de una etapa 5 mg y 0,4 mg de tamsulosina en dos de 21 pacientescomprar levitra online | Tabletten den Zusammenbruch kamagra rezeptfrei einen medizinischen Fragebogen auszufüllen. | Allopurinol reduces the production of uric acid in your body buy allopurinol 300 mg blood may need to be tested often.
Akademia Rodziny
Fundacja Przymierze
Kawiarenka Dialogowa Małżonków