Zaciekawienie. Odkrywanie. Zaskoczenie lub rozczarowanie. Próba zrozumienia. Zachwyt? Zmęczenie. Odpuszczenie tematu lub próba dalszego poznawania. Rosnąca bliskość i zaufanie…

W relacji może wydarzyć się to wszystko i wiele więcej.

Gertruda i Maryja. Na pełne oddanie i stanięcie do dyspozycji przyjdzie jeszcze moment. To nie od tego zaczęły. To był dopiero owoc.

Po drodze był czas na kolejne, spokojne kroki. Na nabożeństwa majowe. Na ołtarzyki w jej dziecięcym pokoju przyozdabiane niezapominajkami. Na spojrzenia w oczy Matki, patrzące na nią z różnych obrazów. Na wstąpienie do Kongregacji Maryjnej. Na stopniowe otwieranie serca przed „Himmelsmutti”, Niebieską Mamą, jak wówczas chętnie Ją nazywała.

Ja i Maryja? Gdzie jestem dziś w tej relacji? W poszukiwaniu, niepewności, pierwszych spojrzeniach? Czy w wypróbowanej bliskości i zaufaniu, z mnóstwem wspólnych historii do opowiedzenia? A może gdzieś pomiędzy?

Każdy z tych etapów jest ważny. Byle szczerze przeżyty 😉

Poprzedni wpis
Następny wpis

Podobne wpisy

Będąc małym dzieckiem zastanawiałem się często, jak to jest możliwe, że złamane kości, których nie widać, są tak poskładane, że kończyna odzyskuje pełną sprawność. Mama moja wytłumaczyła mi wtedy, że…
CZYTAJ WIĘCEJ
keyboard_arrow_up