Sanktuarium miejscem szczególnym

Sanktuarium według płynącego z wiary przekonania Założyciela jest szczególnym miejscem przebywania i działania Maryi jako wychowawczyni

(„Rodzina w służbie życiu”, fragmenty wykładu o. J. Kentenicha z 13 września 1953 r.)

Moja droga Rodzino Szensztacka!

Spotykamy się od kilku miesięcy jako rodziny. Każde spotkanie z pewnością mogło wzmocnić świadomość naszej odpowiedzialności i nasze najgłębsze poczucie bycia w domu, w naszej ojczyźnie.
A jednak mam wrażenie, jakbyśmy dopiero dziś stali się rodziną. Dlaczego? Wydaje mi się, że dzisiaj znaleźliśmy dom, gniazdo rodzinne, ojczyznę. To, do czego dążyliśmy przez tak długi czas, za czym w głębi serca tęskniliśmy, stało się wreszcie rzeczywistością. Chcielibyśmy niemal powiedzieć: Zdaje się, iż jesteśmy jak prosta, zwyczajna rodzina, która dotychczas mieszkała w wynajętym mieszkaniu, ale która zawsze odczuwała silną potrzebę posiadania własnego domu. Jakże długo i my tęskniliśmy za własnym domem! I nareszcie go znaleźliśmy. To dlatego wydaje się, że jesteśmy rodziną, która po długich poszukiwaniach i poruszaniu się po omacku, znalazła swój własny, oryginalny dom, swoje gniazdo, duchową ojczyznę[1]. Dom, ojczyzna! Jak to słowo rozbrzmiewa w naszej duszy? Zwykle mówi się, że dom jest tam, gdzie ojciec i matka mieszkają, działają, oddziałują na nas. Widzicie, takie znaczenie i sens ma sanktuarium. Tutaj, jak wierzymy, w szczególny sposób mieszka i działa Matka Boża. To było wielkie wydarzenie, które stało się rzeczywistością od czasu naszego ostatniego spotkania: poświęcenie tego małego sanktuarium. Oznacza to, że Trzykroć Przedziwna Matka i Królowa Szensztatu wzięła w posiadanie to małe, zwyczajne miejsce. Możemy powiedzieć, że od momentu poświęcenia Matka Boża mieszka tu i działa w szczególny sposób.

W związku z tym stwierdzeniem postawmy dwa pytania, na które bardzo prosto odpowiemy.

Pierwsze pytanie brzmi: Co to znaczy, że Matka Boża w szczególny sposób mieszka i działa w tym małym sanktuarium?

I drugie pytanie: Skąd o tym wiemy? Tak więc najpierw fakt, a potem dowód.

Co to znaczy: Matka Boża mieszka i działa tutaj, w tym małym sanktuarium w szczególny sposób? 

Rozumiemy to bardzo dobrze. Ci z nas którzy byli na poświęceniu, przypominają sobie zapewne słowa księdza biskupa. Jakże zadźwięczało to w naszych duszach, gdy powiedział, iż wydaje mu się, że usłyszał jak Matka Boża tu „szepcze”! Cóż za cudowne, wspaniałe słowa! Matka Boża tutaj „szepcze”. Co to znaczy? Ona nie mówi głośno, Ona mówi cicho, błagalnie, chociaż niezwykle skutecznie. Matka Boża tu «szepcze». Oczywiście to coś zakłada. Zakłada to, że my również szepczemy. Co jeszcze to zakłada? To, że mamy głębokie przekonanie o tym, iż Matka Boża rzeczywiście tu szepcze. Ona mówi do nas, rozmawia z nami i zawsze znajduje właściwe słowa: właściwe słowa na nasze potrzeby, trudności i troski, ale również na nasze radości, które jej przynosimy. To znaczy, że Matka Boża tu mieszka i działa w sposób szczególny.Powtórzę to: Matka Boża tutaj szepcze, ale szepcze w szczególny sposób. I jeszcze raz: co to oznacza?

Nasza prosta wiara przekonuje nas o tym, że Matka Boga słucha i słyszy nas wszędzie, gdziekolwiek jesteśmy, zwracamy się do Niej: w każdym kościele, albo gdy pozdrawiamy Ją zwracając się do Niej poprzez jakiś Jej obraz. Tego uczy nas nasza prosta, głęboka wiara. Matka Boża nas widzi, Matka Boża mówi do nas, rozmawia z nami.Tak więc Matka Boga szepcze tu, w sanktuarium w szczególny sposób. Czy rozumiecie, co się w tym zawiera? Gdy jesteśmy tu na tym miejscu, gdy z wiarą w nim przebywamy i spoglądamy na Matkę Bożą, wówczas ma Ona nam więcej do powiedzenia niż gdzie indziej. Wówczas kieruje do nas subtelniejsze, czulsze i skuteczniejsze słowo niż gdziekolwiek indziej. Matka Boga wybrała więc to miejsce – teraz mamy to właściwe wyrażenie – aby tu mieszkać, aby tu i stąd przemawiać do nas słowami miłości, i aby stąd w szczególny sposób okazywać swoja moc, potęgę i „wszechmoc”[2].

Gdy jesteśmy w potrzebie, Matka Boża mówi wszędzie: „Nie mają już wina” (por. J 2,3). Jeśli jednak wypowiada Ona te słowa tutaj, są one znacznie bardziej skuteczne, niż gdyby mówiła je na jakimkolwiek innym miejscu. To znaczy, że Matka Boża szepcze tu w wyjątkowo szczególny sposób. Proste, zwyczajne wyrażenie, bardzo popularne określenie, dogłębnie poruszające stwierdzenie, porywające, zapalające serce wyrażenie, gorące i rozgrzewające! Z pewnością, ale co ono zakłada? Prostą wiarę, która podobnie, jak to słowo i wyrażenie jest rzeczywiście prawdziwą. To znaczy: Matka Boża tu mieszka. Ona w szczególny sposób tutaj się osiedliła, tutaj w bardzo szczególny sposób mówi i działa[3].

Zapytam jeszcze raz: Co to znaczy, że Ona tu mieszka i działa w szczególny sposób? Spójrzmy teraz na tę myśl pod innym kątem, aby ją lepiej zrozumieć. Załóżmy, że przychodzi tutaj małżeństwo, które chciałoby mieć dziecko. Mają już wprawdzie dwoje, troje, czy nawet pięcioro dzieci, ale to im nie wystarcza. Chcieliby mieć dwanaścioro, a przynajmniej sześcioro czy siedmioro. Ale dziecko nie przychodzi, nie chce przyjść. Przypominamy sobie o tym, że Matka Boga troszczy się o Królestwo Boże, że troszczy się również o nowe pokolenie dla tego królestwa. Ona jest odpowiedzialna za nasze potomstwo. No dobrze, teraz proszę Matkę Bożą. W domu mamy jakiś obraz Maryi, albo idziemy do kościoła przed ołtarz Matki Bożej. Mówię Jej: „Matko, Ty musisz się zatroszczyć, mój mąż tak bardzo chciałby mieć jeszcze dziecko. Ja także bym je chciała. Mamy już tak wiele dziewczynek. Teraz wreszcie chcielibyśmy mieć chłopca”. Dobrze, to jest jedna możliwość.

A teraz druga możliwość. Zostałem członkiem Szensztatu i mówię sobie: „Chwila! Matka Boża słucha wprawdzie moich modlitw wszędzie, ale najchętniej słucha mnie w sanktuarium, jeśli nawiedzam je albo fizycznie, albo przynajmniej duchowo”. Posłuchajcie więc, proszę jeszcze raz: Jeden prosi bez łączności z sanktuarium, a ktoś inny prosi w łączności z nim. Co to znaczy?

Och, jeśli to jest prawdą – założę jeszcze raz, że tak jest. Pozwólcie, że poproszę, abyście nie przyspieszali tego ciągu myśli i nie pytali: No tak, ale skąd on o tym wie? Zaraz Wam to wyjaśnię.

Teraz chcę jedynie powiedzieć, co to znaczy, że Matka Boża mieszka tutaj w szczególny sposób. Jeżeli więc wyrażam jakąś prośbę w łączności z sanktuarium, wówczas Matka Boża szepcze szybciej, wówczas szepcze chętniej, wtedy szepcze skuteczniej, wtedy szepcze nieustannie.

Co z tego wynika? Moglibyście mnożyć przykłady. Załóżmy na przykład, że moje dziecko staje się stopniowo nastolatkiem. Nastolatki myślą, że mają już swój własny rozum, że są mądrzejsze i wiedzą lepiej. Ja również nie chcę cały czas pokazywać rozwiązań. To znaczy, nie mogę z dnia na dzień naginać tę małą główkę. Nie dam rady. Jestem tu bezsilny. Jak powinienem wychowywać moje dziecko? Idę po prostu do Matki Bożej i mówię: „Proszę Cię, to jest Twoje dziecko. Oddałem je Tobie, gdy nosiłam je jeszcze pod sercem. Ty jesteś za nie odpowiedzialna”. To jest coś wspaniałego, gdy tak czynię. Jeśli teraz jednak czynię to w łączności z sanktuarium – posłuchajcie tego proszę, uważnie – co to oznacza? Wtedy Matka Boża chętniej słucha i wysłucha. To znaczy: Matka Boża szepcze tu w szczególny sposób.

Możecie mnożyć przykład za przykładem, żeby lepiej zrozumieć, jak głęboko znaczące są te słowa: Matka Boża szepcze tu w szczególny sposób. Czy zauważyliście to już, kiedy tu i tam, w czasie tego tygodnia znaleźliście swoją drogę, prowadzącą tutaj, że Matka Boża już rzeczywiście zaczęła działać jak magnes, przyciągając do swojego sanktuarium? Wyobraźcie sobie magnes, który przyciąga żelazo. Matka Boża jest również jak magnes. Ona przyciąga ludzkie serca.Takie zwykłe, małe miejsce! Co przyciąga tutaj ludzi? Z pewnością, miejsce to zewnętrznie jest również piękne, ale liczy się to, iż Matka Boża ma pewną tajemniczą moc.Ponieważ Ona tutaj szepcze, dlatego też przyciąga każdego, kto wewnętrznie, w jakiś szczególny sposób Ją kocha. Taki magnes zaczyna przyciągać ludzi, również tych ludzi, którzy jeszcze niewiele wiedzą o Szensztacie.

Czy zauważacie teraz, co to znaczy, że Matka Boża szepcze tutaj w szczególny sposób? Jest to prawie tak, jakby była Ona więzią, która łączy pomiędzy sobą ludzkie serca, a następnie wiąże je z tym małym sanktuarium, z tym małym miejscem, w którym Ona działa w szczególny sposób. (…) My również powinniśmy znaleźć tutaj swój dom, swoją ojczyznę dla naszego serca, dom i ojczyznę dla całej rodziny. To oznacza, że dopiero teraz właściwie zaczęliśmy stawać się rodziną szensztacką. Mamy swój dom, w którym Ojciec i Matka działają w sposób szczególny, do którego zawsze możemy przychodzić z naszymi potrzebami i radościami.

Teraz prawdopodobnie niektóre rzeczy rozumiemy znacznie lepiej, niż rok temu, gdy spotkaliśmy się na rekolekcjach. Czy przypominacie sobie tę prostą legendę o błogosławionym Hermanie Józefie?[4].
W bardzo prosty sposób wyraża ona to, co ksiądz biskup powiedział o tym miejscu: „Matka Boża szepcze tutaj w sposób szczególny”. Myślę, że powinienem jeszcze raz opowiedzieć wam krótko tę legendę. Chodzi mi tylko o to, aby „podarować wam jedynie klarowne wino”. Wiecie, że jest to legenda, a to znaczy, że ona nie musi ona być prawdziwa i ścisła historycznie. Jednak zawarta jest w niej przepiękna, istotna myśl.

Legenda mówi, że Herman Józef miał bardzo biednych rodziców. Bawił się ze swoimi rówieśnikami i chodził razem z nimi do szkoły. Zauważył wielką różnicę między swoją rodziną, a rodzicami innych dzieci. Tamci byli bogaci, on był biedny. Inni byli dobrze ubrani, on był zawsze ubrany skromnie. Inni mieli zawsze pod dostatkiem jedzenia i picia, podczas gdy on był zadowolony, jeśli mógł mieć to, co jest najbardziej konieczne i potrzebne. I – jak to jest po ludzku zrozumiałe – obudziło się w nim pragnienie: „Ja też chciałbym kiedyś mieć lepiej. Chciałbym mieć też ładne ubrania. Chciałbym też móc kiedyś tak dobrze jeść i pić, jak inni”. Ponieważ Herman Józef posiadał głęboką miłość do Matki Bożej i rozmawiał z Nią tak prosto, po ludzku, jak ze swoją matką, poczuł się wewnętrznie zainspirowany do tego, aby powiedzieć Jej o swoich dziecięcych potrzebach. Co Matka Boża mu odpowiedziała? „Hermanie Józefie, jaki ty jesteś niemądry. Jeśli czegokolwiek potrzebujesz, przyjdź do mnie. Ja przecież mam wszystko. Jestem bogata. Ale na przyszłość chcę czynić tak: Jeśli będziesz czegokolwiek potrzebował, przyjdź tu do Mnie, do kościoła. Za ołtarzem znajdziesz kamień. Wystarczy, że go tylko podniesiesz, a znajdziesz tam wszystko, czego potrzebujesz”. (…) Tego, co usłyszał od Matki Bożej, nie trzeba mu było powtarzać dwa razy. Wyobraźcie sobie to, czego on koniecznie potrzebował. Pomyślcie o jego dziecięcych pragnieniach. Być może miał ochotę na jabłko, gruszkę lub śliwkę, może potrzebował ubrania czy bielizny, a może jego matka potrzebowała pieniędzy, albo trochę ryb… Nie wiem, co było im potrzebne. I co wtedy? Nie martwił się, lecz po prostu przypomniał sobie, że Matka Boża obiecała pomóc mu w każdej potrzebie. Poszedł do Niej i powiedział: „Potrzebuję śledzia”. Wówczas Matka Boża odpowiedziała: „Ty wiesz przecież, gdzie jest kamień”. I tak podnosił kamień i znajdował śledzia czy koszulę… Nie wiem, o co on jeszcze prosił i co znajdował. To jest tylko legenda.

O czym dalej mówi ta legenda? Koledzy i koleżanki Hermana Józefa od razu zauważyli różnicę w jego postawie, jego zmianę i pytali: „Co się właściwie stało? Przecież jego rodzice są tak samo biedni, jak byli wcześniej”. Chłopcy, jak to chłopcy, poszli za nim i wkrótce odkryli jego tajemnicę. Co to było? Jego maryjna tajemnica. Oni jednak nic mu o tym nie powiedzieli. Możecie sobie ich wyobrazić, jak ukryli się w konfesjonałach tylko po to, aby go zaskoczyć. W każdym razie widzieli dokładnie, co on wyciąga spod kamienia. Gdy tylko Herman Józef wyszedł z kościoła, podeszli też do tego kamienia, podnieśli go – i co? – nie znaleźli niczego. Czy rozumiecie, co to znaczy? Matka Boża obiecała Hermanowi Józefowi, że tu, pod tym kamieniem, w sposób szczególny będzie skutecznie działała i on Jej uwierzył, a ci inni nie.

Rozumiecie teraz, co to znaczy, że Matka Boża szepcze w szczególny sposób na tym miejscu? Ona w szczególny, skuteczny sposób tutaj działa. Oczywiście, Ona też czegoś oczekuje, czego? Tego, że my – podobnie jak mały Herman Józef – przyjdziemy do Niej i podniesiemy kamień. W praktyce oznacza to, że mamy przedstawiać Jej wszystkie nasze wielkie i małe troski, potrzeby i życzenia, jak również przynosić Jej prezenty. Ona chciałaby również i od nas coś otrzymywać. Później omówimy wspólnie, co by to mogło być.

(…) Jeszcze nie dokończyłem wyjaśnienia stwierdzenia: „Matka Boża szepcze tu w szczególny sposób”. Poruszają mnie zwłaszcza słowa: w szczególny sposób. Co one wyrażają?

Myślę, że powinienem uczynić następny krok i dodać: Matka Boża mieszka i działa tutaj w szczególny sposób jako wychowawczyni. Jest to słowo, które teraz powinno rozbrzmiewać w naszych uszach, sercach i umysłach: Wychowawczyni. Wszyscy mamy przecież wielką potrzebę wychowania, podobnie zresztą, gdy myślimy o nas i o naszym samowychowaniu, czy o wychowaniu naszych dzieci: tych małych, nastolatków, czy też dorosłych.Potrzeba wychowania jest dzisiaj właściwie najgłębszą potrzebą współczesnych rodziców i rodzin.

I teraz pojawia się Matka Boża i szepcze jako wychowawczyni. Co to oznacza? Ona obrała sobie to miejsce na mieszkanie jako Wielka Wychowawczyni i chce doradzać nam i pomagać w szukaniu odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące wychowania. Ona nie chce jedynie doradzać, chce osobiście wziąć w swoje ręce nasze wychowanie i wychowanie naszych dzieci. Zrozumcie proszę, co to znaczy w obecnym czasie, gdy cały świat jest taki bezradny. Jak powinniśmy właściwie wychowywać, w jakim kierunku, ku jakim celom? Matka Boża działa, oddziałuje tutaj w szczególny sposób. Ona sprowadziła się tutaj, obrała sobie to miejsce na mieszkanie. Chce wychowywać wszystkich, którzy tu do Niej przychodzą, ale jednocześnie chce użyć ich jako swoich narzędzi, aby stawali się na swój sposób wielkimi wychowawcami i wychowawczyniami[5].

Określenie: „szepcze w szczególny sposób” naprawdę wywarło na mnie wrażenie. Ponieważ Matka Boża działa tu jako wychowawczyni, oddziałuje Ona tutaj w zupełnie inny sposób, niż w innych miejscach pielgrzymkowych. Jako wychowawczyni jest Ona nastawiona na to, aby pobudzić nas do samowychowania. Co to oznacza? Jeśli Ona z tego miejsca chce wziąć w swoje ręce nasze wychowanie i wychowanie naszych dzieci, to wymaga Ona od nas współpracy, współdziałania. Praktycznie oznacza to, że jeśli przybywamy do Niej, nie możemy przychodzić jedynie z pustymi rękami. One muszą być napełnione. Co to znaczy? Nasze ręce powinny być napełnione naszymi staraniami o samowychowanie. Musimy Jej mówić: „Weź nasze wychowanie w Twoje dłonie. Spójrz na naszą dobrą wolę. Tak często jestem rozdrażniony i nerwowy”. Albo mąż musiałby sobie powiedzieć: „Gdy wracam z pracy do domu, stale kłócę się z żoną. Widzę, że przez to zakłócam rodzinny spokój”. Nie wystarczy jedynie prosić: „Matko Boża, pomóż mi być bardziej spokojnym”. Maryja wtedy mówi: „Najpierw postaraj się sam sprawić mi radość i wziąć samego siebie w karby. Potem przynieś mi te małe wysiłki, starania, a wówczas ja zadbam o to, abyś stał się naprawdę silną osobowością”. Czy rozumiecie tę wielką różnicę? Przychodzimy nie tylko jako ktoś proszący, ale również jako ktoś obdarowujący. I to jest coś wielkiego.

Czy słyszeliście, co czyni się w innych krajach, gdzie są małe sanktuaria Trzykroć Przedziwnej Matki i Królowej z Szensztatu? Wszyscy którzy kochają sanktuarium, którzy są z nim związani, przychodzą do niego 18. dnia każdego miesiąca i przynoszą Matce Bożej swoje wysiłki i starania, związane z samowychowaniem. Wyrażamy to w szczególny, oryginalny sposób (…): przez „wkłady do kapitału łask”. Co to znaczy?

(…)To jest kapitał zasług. Dzięki temu, że wziąłem siebie w karby, zapanowałem nad sobą, dzięki temu, że coś przemilczałem i nie sprzeciwiałem się, mogę to ofiarować do dyspozycji Matce Bożej Trzykroć Przedziwnej. O tym wszystkim mówiliśmy już wcześniej. Co muszę uczynić, gdy na przykład jestem rozdrażniony i nerwowy? Jest pewien cudowny środek – słyszeliśmy już o nim – zalecany przez św. Wincentego à Paulo. Przyszła do niego pewna kobieta i zaczęła narzekać:

„Gdy mój mąż wraca do domu, to czuję się tak, jakby mnie gryzła tarantula. Zanim się zorientujemy, już się kłócimy i toczymy o coś spór. Zachowuje się tak, jakby oszalał, jakby był wściekły”. Kobieta ta zapytała świętego: „Co powinnam wtedy czynić?” On jej doradził: „Weź wodę w usta! Gdy twój mąż wróci do domu, musisz mieć usta napełnione wodą. Dopiero wtedy, gdy twój mąż będzie już pięć minut w domu, możesz wypluć tę wodę”. Cudowne lekarstwo! Widzicie, teraz to lekarstwo zastosuję. To są wkłady do kapitału łask. Przynoszę je Matce Bożej i mówię: „ Spójrz, tę ofiarę przynoszę Ci teraz”. Czy jestem dorosłym, czy dzieckiem: musimy wychowywać siebie do końca swojego życia. Jeśli nie weźmiemy samych siebie w karby, nie będziemy trzymać się w ryzach, nigdy nie będzie rodziny.

Odnosi się to również do relacji z naszymi dziećmi. Musimy samym sobie stawiać wymagania*. I co wtedy czynimy? Przynosimy Matce Bożej te ofiary i mówimy Jej: „Spójrz na ofiary, które Ci przynosimy i przez wzgląd na nie, prosimy Cię, weź nasze wychowanie w Twoje ręce! Zatroszcz się o nas i opiekuj się nami!” Czy rozumiecie teraz, co to znaczy, że Matka Boża działa tutaj w szczególny sposób? Co Ona szepcze? – Cudowny szept! – „Wychowuj samego siebie!”.

Inny obraz. Ktoś jest w wielkiej potrzebie. Idzie do Matki Bożej i mówi: „Pokaż mi, że naprawdę jesteś moją matką!”. Wtedy Matka Boża odpowiada: „Najpierw ty mi pokaż, że naprawdę jesteś moim dzieckiem”! Czy rozumiecie to? Teraz nagle pojawia się w naszym życiu inny rodzaj motywacji, inne nastawienie. Stawiam sobie wymagania, a nie mówię tylko: „Dobry Boże, musisz się zatroszczyć”.

Tu nasuwa mi się jeszcze inny przykład. W Niemczech jest miasto, które nazywa się Aachen. Ludzie są tam wyjątkowo pobożni. Któregoś dnia pewna matka przyszła do nauczycielki swojej córki i zapytała: „Jak tam idzie mojej córce?”. Nauczycielka odpowiedziała: „Och, ona jest bardzo zdolna, utalentowana, ale strasznie leniwa!”. Matka na to odpowiedziała: „No tak, muszę więc zapalić świecę przed obrazem ukochanej Matki Bożej!”. Poszła i zapaliła świecę przed obrazem Matki Bożej.

Jest to z pewnością piękny zwyczaj, wyraz prostego ducha wiary. Ale przez samo tylko zapalanie świecy nic się nie osiągnie. Co ta matka musi uczynić, jakich środków użyć? Zapytajcie pani Laufenberg, co ona stosuje, gdy jedno z dzieci jest leniwe. Zapytajcie ją kiedyś, co trzeba wtedy czynić. „Samemu współdziałać” – powiedziałaby ona. Na brzegu ołtarza, na koronce jest napisane bardzo dokładnie: „Nic bez Ciebie”, ale też: „Nic bez nas”.

Również i my mamy coś czynić, mamy czynić coś konkretnego, pełnego mocy. Cóż takiego? Wychowywać samych siebie i przynosić Matce Bożej ofiary związane z samowychowaniem. A wtedy Ona powie: „Dobrze, teraz ja przejmę odpowiedzialność. Teraz ja wezmę byka za rogi i zatroszczę się o to, abyś stawał się dobrą, mądrą, rozsądną osobą, a nawet abyś stał się małym świętym, małą świętą matką rodziny, małym albo większym świętym ojcem rodziny”. Ona wyszeptała to w szczególny sposób. Ona ma bardzo wiele do szeptania. Ona nigdy w tym nie ustaje. Matka Boża szepcze tu w szczególny sposób. (…)Mówimy ukochanej Matce Bożej: „Oto jestem Twój, należę do Ciebie. Pozwalam, abyś mnie wychowywała i chcę Ci w tym pomagać, z Tobą współpracować. Ale proszę Cię, weź też moje wychowanie w swoje ręce”. Jeśli to, co powiedziałem jest prawdą, to jako rodzice powinniśmy pójść o krok dalej i powiedzieć: „Ja, jako mąż, proszę Cię Matko Boża, weź moją żonę w swoje ręce. Wychowuj ją, ponieważ tkwi w niej coś wielkiego
i mogłaby zostać świętą. Ale tak wiele różnych rzeczy musiałoby być najpierw poprzycinanych. Nie poradzę sobie z tym. Ty musisz to uczynić. Zawieram z Tobą przymierze. Chcę też dzielnie, z odwagą nad sobą pracować. Ale wtedy Ty musisz wychować moją żonę”.

Opowiadano kiedyś o pewnym artyście, rzeźbiarzu. Jak to zwykle bywa wśród profesjonalistów, mają oni swój własny żargon zawodowy. Przebywał on ze swoimi przyjaciółmi gdzieś w górach. Inni cieszyli się pięknem natury, podczas gdy on zainteresował się blokiem marmuru. Nagle popadł on prawie w zachwyt. Jego przyjaciel zapytał go: „Co się z tobą dzieje? Co tam widzisz?”. On odpowiedział: „Widzę świętego”. „Gdzie ty widzisz tego świętego? To jest przecież tylko kamień”. „Tak, ale z tego marmuru mogę wyrzeźbić świętego”. Widzicie: Moja żona byłaby również zdolna do tego, by zostać świętą. Ale ja nie mogę jej ku temu wychować, a i ona sama nie jest w stanie tego osiągnąć. „Matko Boża, Ty musisz wychować moją żonę!”. A żona czyni podobnie w odniesieniu do swojego męża. On również może zostać wielkim, świętym człowiekiem.

Mówiłem wam już wcześniej to, co kiedyś powiedział kardynał Chicago: „Amerykanie mają tworzywo, drewno!”. Co to za drewno? Oni są drewnem, z którego można wyrzeźbić figurę świętego. „Ale nie ma tutaj nikogo, kto z tego drewna wyrzeźbi jakiegoś świętego”. Matka Boża mówi: „Proszę bardzo! Oto jestem! Ja chcę z twojego męża wyrzeźbić małego świętego”. Dlatego teraz zawieram z Matką Bożą kontrakt. Jak to wszystko jest bardzo głębokie! Nadto chciałbym Matkę Bożą również prosić o to, aby na mocy tego kontraktu, wzięła w swoje dłonie wychowanie moich dzieci. Ja sam nie jestem w stanie sobie
z tym poradzić. Wchodzą one teraz w okres dojrzewania, już nie są małymi dziećmi. Stają się nastolatkami. Jestem wobec nich bezradny. Po raz pierwszy staję przed tym zadaniem wychowawczym, dlatego mówię: „Matko, Ty musisz ich wychowanie wziąć w swoje dłonie”.

(…)Sądzę, że powoli możemy zmierzać ku końcowi tych rozważań. Postawiliśmy pytanie: Co to znaczy, że Matka Boża objęła tutaj swój tron, że Ona mieszka tu i działa w szczególny sposób? Odpowiedzieliśmy na to pytanie, opierając się na słowach biskupa z Madison: „Matka Boża szepcze tutaj w wyjątkowy, szczególny sposób”.

Myślę, moja kochana Rodzino Szensztacka, że teraz powoli zapaliło się nam światełko. Jeśli przypominacie sobie, jak mówiłem wam pierwszy raz o tym, co rozumiemy przez rodzinę szensztacką, podaliśmy pewną oszlifowaną, wygładzoną definicję. Co to jest rodzina szensztacka? Często powtarzaliśmy później tę definicję: Rodzina szensztacka, to taka rodzina, która czerpiąc moc z przymierza miłości z Trzykroć Przedziwną Matką i Królową z Szensztatu, stara się żyć ideałem Świętej Rodziny z Nazaretu i urzeczywistniać go, stosownie do naszych czasów.

Dotychczas zatrzymaliśmy się przy ideale Rodziny z Nazaretu. Ale właściwe, ożywcze źródło, źródło mocy, źródło życia, pozostawiliśmy raczej z boku. Czy rozumiecie teraz, co to znaczy: moc płynąca z przymierza miłości? W Piśmie Świętym czytamy: „i mocą tego pożywienia prorok szedł przez wiele dni” (por. 1 Krl 19,8). Mocą przymierza miłości zaczynamy na nowo urzeczywistniać ideał Rodziny z Nazaretu.

Tak właściwie, to nie miałem zamiaru mówić dziś o tych sprawach, lecz chciałem zrobić rachunek sumienia. Spotykamy się już razem od kilku miesięcy, mieliśmy wakacje i mogliśmy je przyjemnie spędzić. Dlatego nadszedł czas, aby postawić pytanie: Czy nasze wspólne spotkania przyniosły jakieś skutki? Do tej pory, gdy spędzaliśmy razem wakacje w górach, działaliśmy sobie wzajemnie na nerwy. Zamiast zbliżać się do siebie, oddalaliśmy się. Czy tym razem też tak było? Albo czy ideał świętej Rodziny z Nazaretu, rodziny szensztackiej, w pewnym stopniu urzeczywistnił się w naszym życiu? W zależności od tego, możemy powiedzieć: „Tak, poprawiło się, i teraz jest o wiele lepiej”. Albo musimy wyznać: „Ten, którym jestem, ze smutkiem pozdrawia tego, którym powinienem być. Dużo jeszcze brakuje”.

Co zatem powinienem czynić? Iść do źródła. Do tej pory jeszcze nie czyniliśmy tego. Nie było jeszcze przecież sanktuarium. Teraz możemy zacząć oddychać. To, czego nie udało nam się osiągnąć dotychczas, może nam się udać w przyszłości. Dlaczego? Ponieważ teraz mamy przecież źródło życia, źródło łaski, źródło wychowania. Teraz wystarczy tylko częściej tu przychodzić.

Pomyślcie jeszcze raz o biblijnym przykładzie Syryjczyka Naamana. Całą historię możecie przeczytać później. Było on trędowaty. Ja również mam pewnego rodzaju trąd, ale jest on w mojej duszy, albo nie wiem gdzie jeszcze. Chciałbym zostać uzdrowiony. Moja żona jest również zarażona trądem. Mieć trąd, to nie jest nic przyjemnego. Mój mąż również go ma, moje dzieci też. My wszyscy mamy trąd. Co znaczy? Co zostało powiedziane Syryjczykowi Naamanowi? Powinien obmyć się w Jordanie. On odpowiedział: „W naszej ojczyźnie mamy przecież o wiele piękniejsze i dorodniejsze rzeki”. „Nie, nie, tu
w Jordanie” – powtórzył mu jego sługa. „Jeśli prorok powiedział ci, że powinieneś wykąpać się w Jordanie, to idź do Jordanu, w przeciwnym razie nic się nie uda” (2 Krl, 5, 8-14).

Co jest tym Jordanem dla nas? To jest nasze sanktuarium. Tutaj powinniśmy stale przychodzić. Na mocy przymierza miłości znajdziemy tu pomoc.

Pozwólcie, że powtórzę to jeszcze raz: czym jest rodzina szensztacka? To taka rodzina, która czerpiąc moc z przymierza miłości z Trzykroć Przedziwną Matką i Królową z Szensztatu, stara się żyć ideałem Świętej Rodziny z Nazaretui urzeczywistniać go w naszym czasie, w którym ludzie chcą żyć tak, jakby Boga nie było. Bez tego przymierza nasze szanse na powodzenie są niewielkie, ale z przymierzem miłości, nasze wysiłki przyniosą owoce i skutecznie odnowią świat. Dlatego też, w tym celu chcemy je zawrzeć.

Pomódlcie się teraz proszę jeszcze raz tą modlitwą, którą odmawialiście przy okazji poświęcenia tego sanktuarium. Jedno zdanie stanie się teraz szczególnie zrozumiałe. Pozwolę je sobie teraz przytoczyć. Matka Boża została poproszona o to, aby zstąpiła tutaj i uczyniła to miejsce swoim Betlejem, swoim Nazaretem, swoją Golgotą.

To znaczy: Matka Boża, chciałaby w dzisiejszym czasie, we współczesnym świecie, tu w Ameryce, z Madison, z Nowego Szensztatu, rozwijać swoją działalność i okazywać swoją moc, w taki sam tajemniczy sposób, jak czyniła to około dwa tysiące lat temu w Nazarecie, w Betlejem i na Golgocie itd.[6].

I teraz pojawia się pytanie, doktoranckie pytanie: Jak mogę to wyjaśnić? Jak Matka Boża może uczynić to sanktuarium drugim Nazaretem, drugim Betlejem, drugą Golgotą? Jak to jest możliwe? Ogólna odpowiedź brzmi – bardziej szczegółowej odpowiedzi nie dam wam teraz po to, abyście sami zastanowili się i to przestudiowali – Matka Boża powinna stąd działać jako wychowawczyni, tu w sanktuarium powinna kształtować i formować we mnie obraz Boży, obraz Zbawiciela, podobnie jak ukształtowała i uformowała Jego obraz w Nazarecie, w Betlejem, na Golgocie, w Wieczerniku itd. Teraz rozumiemy o wiele lepiej, co to znaczy, że „Matka Boża szepcze tutaj w bardzo szczególny, wyjątkowy sposób”.

„Wiara Założyciela wyraża się przez praktyczną wiarę w Opatrzność Bożą” (j.w.)

(…)Dobrze rozumiem to, czego doświadczyliśmy i co odczuliśmy głęboko dzisiejszego poranka, gdy jako mała rodzina byliśmy razem również na Mszy Świętej: Jesteśmy rodziną. My rzeczywiście jesteśmy rodziną. Należymy do siebie. Gromadzimy się wokół ołtarza. Ale przy ołtarzu jest obecny nie tylko Zbawiciel, tutaj znajduje się również Matka Boża. Jesteśmy rodziną. To, co teraz omówiliśmy wspólnie podczas poprzedniego wykładu, rozwiązuje, wyjaśnia dogłębnie naszą tajemnicę. Dlaczego jesteśmy rodziną?

Dlaczego znaleźliśmy tutaj, w tej kapliczce naszą duchową ojczyznę, nasz dom? Dlaczego bardziej niż to było wcześniej, będziemy znajdować tutaj swój dom, swoją ojczyznę? Dom, gniazdo rodzinne, ojczyzna – jak to powiedzieliśmy – jest tam, gdzie mieszkają i działają ojciec i matka.

Dobrze by było, gdybyśmy w miarę upływu czasu coraz bardziej odczuwali, że nasze serca rzeczywiście są tu przyciągane jakby przez jakiś magnes[7]. Dlatego nasze pierwsze pytanie: Co to znaczy, że Matka Boża mieszka i działa tutaj w szczególny sposób?Pozwólcie, że powtórzę krótko przynajmniej najważniejsze myśli, wówczas przypomnicie sobie, że właściwie nie uczyniłem niczego więcej, jak tylko to, że wyjaśniłem określenie, którego użył ksiądz biskup: „Matka Boża szepcze tu w szczególny sposób”. Jeśli chcecie, moglibyście kiedyś spróbować głębiej zrozumieć wszystko to, co widzicie w sanktuarium.

Co oznaczają słowa: „Servus Mariae nunquam peribit”? – Dziecko (sługa) Maryi nigdy nie zginie. Myślę, że tak właściwie, to dałem wam teraz odpowiedź. Jeśli jest tu napisane „Servus Mariae”, to musimy powiedzieć, że mamy na myśli Matkę Bożą, jako Trzykroć Przedziwną Matkę i Królową z Szensztatu.

Dlaczego dziecko Trzykroć Przedziwnej Matki i Królowej Szensztatu nie może zginąć? Ponieważ Matka Boża jako matka i wychowawczyni – na to musicie teraz położyć mocny akcent jakowychowawczyni – wzięła za nas odpowiedzialność. Servus Mariae nunquam peribit! Jakie wnioski możemy z tego wyciągnąć jako rodzice?Będziemy troszczyć, starać się o to, żebyśmy my rodzice, żeby nasze dzieci i wszyscy, których kochamy zawarli z Matką Bożą przymierze miłości, jako przymierze wychowawcze. Servus Mariae nunquam peribit!

Jeżeli spojrzycie jeszcze raz na to, co tu jest napisane, zobaczycie: „Nic bez Ciebie – nic bez nas”! Czy wiecie, co to znaczy? W tym zawiera się oryginalny charakter tego miejsca łaski. Matka Boża jako wychowawczyni nie chce wychowywać nas bez naszego samowychowania. Również my musimy nas samych wychowywać. I wszystko, co w ciągu ostatnich miesięcy naszych spotkań usłyszeliśmy na temat wychowania, musi być postrzegane w nowy sposób i być zastosowane do naszego małego sanktuarium.

Opr. S. M. Virginia Zawadzka

[1]20 czerwca 1953 r. w Madison zostało poświęcone szensztackie sanktuarium. Tu o. Kentenich prowadził piąty dzień rekolekcji dla małżeństw. Wcześniejsze cztery odbyły się w Milwaukee.

[2]O wszechmocy można mówić jedynie jako o atrybucie Boga. Matka Boża jest nazywana „wszechmocą błagalną (błagającą)”, albo „wszechmocą na kolanach”. Zob. Matka Boża, papieskie nauczania wybrane i opracowane przez benedyktynów z Solesmes, St. Paul Editions, 1961. Zob. również maryjne encykliki Pawła VI i Jana Pawła II. (* Paweł VI, Mense Maioz 1965 r. i Christi Matriz 1966 r., Jan Paweł II, Redemptoris Materz 1987 r.).

[3]Gdy o. Kentenich stwierdza, że Matka Boża tu mówi, to nie powinno być to rozumiane tak samo, jak wypowiedzi Matki Bożej podczas Jej ukazywania się np. w Lourdes czy Fatimie. Powinniśmy rozumieć Jej mowę w bardziej pośrednim znaczeniu, jako wyraz osobistego spotkania, jako element naszego osobistego przywiązania do Niej. W Pierwszym Akcie Założycielskim (18.10.1914 r.) znajdujemy takie stwierdzenie: „Mam wrażenie, jakoby w tym momencie, tu w starej kapliczce św. Michała, ustami św. Archanioła mówiła do nas nasza umiłowana Pani: nie martwcie się o spełnienie się waszego życzenia”. Od początku dialog ten postrzegany był przez o. Kentenicha jako wyraz tego, co potem nazwane zostało przymierzem miłości z Maryją. Znaczy to, że dialog ten stanowi fundamentalny element szensztackiej duchowości.

[4]Herman Józef z Steinfeld (Bawaria), ok. 1150-1225, zakonnik z zakonu norbertanów, mistyk, kompozytor wielu hymnów.

[5]Należy tu zwrócić uwagę na późniejsze uzupełnienia rękopisu Pierwszego Aktu Założycielskiego: „Wtedy chętnie będę przebywać wśród was i rozdzielać obficie dary i łaski, wtedy będę przyciągała stąd do siebie młodzieńcze serca i wychowywała je na użyteczne narzędzia w swoim ręku”.

*„Wymagajcie od siebie nawet, gdyby inni od was nie wymagali” Jan Paweł II.

[6]Podobne myśli o odnowie i przyrównaniu tych miejsc biblijnych do rzeczywistości sanktuarium, znajdują się w zbiorze modlitw „Himmelwärts”, które ojciec J. Kentenich ułożył w obozie koncentracyjnym w Dachau, do odmawiania w ramach Liturgii Godzin.

[7]Dom w znaczeniu naturalnym i nadprzyrodzonym jest centralną cechą szensztackiej duchowości. Łaska zadomowienia jest jedną z trzech łask pielgrzymkowych, które możemy uzyskać, nawiedzając z wiarą sanktuarium. Pozostałe dwie, to łaska wewnętrznej przemiany i wychowania (* ta trzecia określana jest częściej jako łaska owocnego apostolstwa). Te myśli dotyczące znaczenia zadomowienia o. Kentenich rozwinął podczas Kursu Pedagogicznego w 1951 r. poszerzając je o wymiar teologiczny i filozoficzny.„Pieśń o Ojczyźnie” napisaną w obozie koncentracyjnym w Dachau, można znaleźć w modlitewniku „Himmelwärts.”

Poprzedni wpis
Więzi podstawą duchowego rozwoju człowieka
Następny wpis
Zaufać Ojcu

Podobne wpisy

W stronę nieba… Od kilku miesięcy mamy już polską wersję modlitw naszego Ojca i Założyciela W stronę nieba – długo oczekiwaną i wymodloną przez Rodzinę Szensztacką w Polsce. Można powiedzieć,…
CZYTAJ WIĘCEJ

„Daj się poprowadzić”

Renata Kleszcz-Szczyrba „Daj się poprowadzić” – wakacyjne rekolekcje szensztackie w Kokoszycach w archidiecezji katowickiej. Wspomnienie, refleksja, świadectwo… „Daj mi poprowadzić” – takie były moje początki prowadzenia auta. Jako świeżo upieczony…
CZYTAJ WIĘCEJ