Pełna ciepła dobroć serca

         Por. J. Kentenich, Narzedzie w dłoniach Maryi, s. 132n
© Copy right Hanna Grabowska
…Pełna ciepła dobroć serca oraz szczera pomoc i służba, które ożywiają Rodzinę, jest owocem naszej specyficznej pedagogiki miłości. Jak w Bogu i w Odkupicielu świata, tak również w Matce Bożej – która jest „Wędką serc”[1] – miłość jest największą potęgą, po prostu podstawowym prawem życia. Maryja taką była od wieków w planach odwiecznej Mądrości, Dobroci i Mocy. Tak kroczyła ona przez ziemię. I obecnie z nieba po macierzyńsku pośredniczy w łaskach. Reprezentuje Ona zasadę macierzyńską, współdziałając w porządku zbawienia.
Choćby w naszych czasach popularne były inne poglądy, inaczej uczono o tym i działano, ludzie upodobnieni do Maryi, kroczący przez życie jak Ona, są i pozostaną rodzajem „podręcznika” pedagogiki miłości.
Schweitzer pisał już dwadzieścia lat temu: „Jako człowiek pragnący zachować taki sposób myślenia i odczuwania jak za młodych lat, walczyłem o wiarę  w dobro i prawdę przeciw faktom i doświadczeniu. Choć w dzisiejszych czasach przemoc ubrana w kłamstwo zasiada na tronie świata groźna jak nigdy dotąd, trwam w przekonaniu, że prawda, miłość, dążenie do zgody, łagodność i dobroć stanowią potęgę, która jest ponad wszelką potęgą.
Do niej będzie należał świat, jeżeli tylko ludzie w dostateczny sposób będą w sposób czysty, mocny i wytrwały żyć ideami. Te idee to miłość, prawda, pokój, dobro i łagodność. Każda przemoc ogranicza się sama, ponieważ budzi moc przeciwstawną, która jej wcześniej czy później dorówna albo ją przewyższy. Dobroć natomiast działa tak po prostu i stale. Ona nie budzi takich napięć, które by ją osłabiały. Istniejące napięcia rozładowuje.
Nieufność i nieporozumienia likwiduje. Działając, potęguje się, dobroć bowiem budzi dobroć. Dlatego jest najbardziej skuteczną i potężną siłą.
Dobroć, którą człowiek rozsiewa w świecie, ma wpływ na myślenie i serca ludzi. Nie traktowanie z powagą dobroci jest zaniedbaniem spowodowanym brakiem rozsądku. To tak jakbyśmy chcieli przetaczać wielki ciężar, nie posługując się dźwignią, która stokrotnie pomnaża moc. Niezmiernie głęboka prawda zawarta jest we wspaniałych słowach Jezusa: «Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię»” (Mt 5,5)[2].
Jeżeli będziemy dalej poddawać się oddziaływaniu obrazu i miłości Maryi, to z pewnością nadejdzie kiedyś moment, kiedy z większą słusznością niż teraz będziemy mogli powiedzieć o sobie: Kto mnie widzi, ten widzi Matkę Bożą jako odblask Zbawiciela, jako widzialne objawienie Boga (analogicznie do J 14,9).
Sposób, w jaki obraz Maryi kształtuje w nas altera Maria (w porównaniu do Niej  jesteśmy zawsze tylko małą Maryją) jest pełen tajemnic. Współdziała w tym niezgłębiona moc łaski. Doświadczenie uczy nas, że kontemplowanie w wierze tajemnic Matki Bożej zakłada „maryjne Zesłanie Ducha Świętego”. Jak wielką wagę ma tu, oprócz działania Boga, również potężne oddziaływanie dobrego przykładu człowieka głęboko zanurzonego w Bogu.
To co Schweitzer mówi o cichym, głęboko sięgającym wpływie człowieka na człowieka, odnosi się odpowiednio, owszem w wyższym jeszcze stopniu, do naszego, opartego na wierze obcowania z Mater pulchrae amoris, agnitionis et sanctae spei (Wlg Syr 24,18: „Jam matka pięknej miłości i bogobojności, i poznania, i nadziei świętej”). Stwierdza on: „Jeszcze coś innego wzrusza mnie, kiedy wspominam swoją młodość: fakt, że tak wielu ludzi dało mi coś albo było kimś dla mnie, nie wiedząc o tym. Tacy, z którymi nie zamieniłem nigdy ani słowa, owszem również tacy, o których słyszałem, wywierali na mnie pewien określony wpływ. Oni wkroczyli w moje życie i stali się dla mnie źródłem siły. Nawet coś, czego bym inaczej tak wyraźnie nie odczuwał i tak zdecydowanie nie uczynił, odczuwam i czynię tak, ponieważ pozostaję jakby pod presją owych ludzi. Dlatego ciągle wydaje mi się, jak gdybyśmy wszyscy żyli duchowo tym, co nam ludzie w ważnych godzinach naszego życia dali. Tych brzemiennych w znaczenie godzin nic nie zapowiada, przychodzą one nieoczekiwanie. Nie odznaczają się niczym szczególnym, są raczej niepozorne. Owszem, niekiedy nabierają swego znaczenia dla nas dopiero we wspomnieniach, podobnie jak piękno jakiejś muzyki lub jakiegoś krajobrazu niekiedy uświadamiamy sobie dopiero je wspominając. Wiele z tego, co przyswoiliśmy sobie w dziedzinie łagodności, dobroci, siły do przebaczenia, szczerości, wierności, spokoju w cierpieniu, zawdzięczamy ludziom, którzy nauczyli nas tego wszystkiego poprzez małe i wielkie wydarzenia. Jakaś myśl, która stała się życiem, wpadła w nasze wnętrze jak iskra i zapłonęła.
Nie sądzę, aby można było zaszczepić komukolwiek myśli, których w nim nie ma [choćby w jakimś zalążku]. Zazwyczaj istnieją w ludziach wszystkie dobre myśli niczym materiał zapalny. Ale wiele z tego materiału zapala się dopiero lub wtedy rozpala się na dobre, gdy jakiś płomień lub płomyczek z zewnątrz, wychodzący od jakiegoś innego człowieka, wpada do wnętrza kogoś drugiego. Niekiedy też nasze światło bliskie jest wygaśnięcia, lecz rozpala się na nowo przez jakieś przeżycie wywołane przez  innego człowieka.
Tak więc każdy z nas może wspominać z głęboką wdzięcznością tych, którzy wzniecili w nim te płomienie. Gdyśmy mieli przed sobą tych, którzy stali się dla nas błogosławieństwem i gdybyśmy mogli im opowiedzieć, przez co stali się nim dla nas, zdumiewaliby się tym, co z ich życia przeniknęło w nasze. Tak też nikt z nas nie wie, co budzi w innych i co ludziom daje. Jest to dla nas zakryte i ma pozostać zakryte. Niekiedy mamy możność odrobinę z tego zobaczyć, aby nie upadać na duchu. Oddziaływanie [człowieka na człowieka] jest pełne tajemnic”[3].
Chociaż oddziaływaniu obrazu Maryi często stawialiśmy przeszkody, tak, że nasze podobieństwo do Maryi pozostawia jeszcze wiele do życzenia oraz charakter paruzyjny naszej pobożności maryjnej opartej na zasadzie bycia narzędziem nie ujawnia się jeszcze dostatecznie, to jednak możemy serdecznie dziękować za wypracowane już rysy maryjne i nie chcemy tego zaniedbać. Chcemy to czynić zwłaszcza w maju…. Dlatego Magnificat powinno zawsze brzmieć na naszych ustach.
Pytania do tekstu?
Jakie cechy dobre odziedziczyłeś po twoich rodzicach, dziadkach? Jaki dobry wpływ mieli na Ciebie twoi bliscy, sąsiedzi, nauczyciele…? Komu pod tym względem zawdzięczasz jakąś szczególną dobrą cechę? Czy dziękowałeś już za to Bogu i tej osobie? 
[1] Zob. J. Kentenich, Hirtenspiegel, zw. 1274.
[2] A. Schweitzer, s. 63n.
[3] Tamże, s. 54n.
Poprzedni wpis
3. Dzień
Następny wpis
4. Dzień

Podobne wpisy