Wdzięczność serca

Por. J. Kentenich, Narzedzie w dłoniach Maryi, s. 135n
© Copy right Hanna Grabowska

Spokojne spojrzenie wstecz sprawia, że stajemy z podziwem nad bogactwem i wielkością daru, który został nam dany. Możemy przy tym wziąć pod uwagę samych siebie albo też całą Rodzinę! Nasza historia rodzinna staje się przecież coraz bardziej wiernym odbiciem historii życia naszej Założycielki, Fundatorki i nieusuwalnej Przełożonej Generalnej[1]: Mater ter admirabilis. Dlatego Magnificat powinno zawsze brzmieć na naszych ustach.

Mamy w tej dziedzinie jeszcze niezwykle wiele do odrobienia. Przypominają nam o tym myśli, które Schweitzer jako odzwierciedlenie swojego doświadczenia życiowego i obserwacji życiowej – oczywiście na innej płaszczyźnie – formułuje w ten sposób: „Kiedy z perspektywy lat spoglądam na moją młodość, to czuję się poruszony, jak wielu ludziom winien jestem wdzięczność za to, co mi dali i czym byli dla mnie. Jednocześnie zaś pojawia się przygniatająca świadomość, jak mało tej wdzięczności owym ludziom w mojej młodości okazałem. Jak wielu z nich odeszło z tego świata zanim im tę wdzięczność wyraziłem, [zanim powiedziałem im] ile znaczyła dla mnie dobroć i wyrozumiałość, jakiej z ich strony doznałem. Niekiedy nad grobami, głęboko poruszony, szeptałem słowa, które powinienem w przeszłości wypowiedzieć do ludzi, gdy jeszcze żyli.

Wydaje mi się, że nie byłem [całkiem] niewdzięczny. Zawczasu przebudziłem się z młodzieńczej bezmyślności, która doświadczenie dobroci i wyrozumiałości doznawanej od ludzi, uważa za coś oczywistego. Sądzę, że zastanawiałem się nad tym tak wcześnie, jak nad problemem obecności cierpienia w świecie. Ale aż do dwudziestego roku życia, a nawet i później, za mało dbałem o to, aby wdzięczność, która była we mnie, również wyrażać. Za mało doceniałem czym jest dla ludzi doświadczanie wdzięczności. Często też przez nieśmiałość powstrzymywałem się od wypowiedzenia słów wdzięczności.

Biorąc pod uwagę swoje własne przeżycia, nie sądzę, by w świecie było aż tyle niewdzięczności, jak się powszechnie uważa. Nigdy nie mogłem historii o dziesięciu trędowatych interpretować w ten sposób, jakoby tylko jeden z nich poczuwał się do wdzięczności. Myślę, że wszyscy byli wdzięczni. Ale dziewięciu z nich udało się najpierw do domu, by pozdrowić szybko swoich i doglądnąć własnych spraw. Postanowili potem zaraz iść do Jezusa, by wyrazić swą wdzięczność. Tylko nie doszło do tego. Zostali zatrzymani w domu dłużej niż myśleli, a tymczasem Jezus umarł. Jeden z nich natomiast posiadał dar intuicyjnego wyczucia. Odszukał natychmiast Tego, kto mu pomógł i uradował Go swoją wdzięcznością.

Tak więc wszyscy musimy uczyć się tego, aby być bardziej bezpośrednimi i starać się wyrażać wdzięczność, która budzi się w nas. Będzie wtedy w świecie więcej słońca i więcej siły do dobrego. Zarazem jednak każdy z nas powinien bronić się przed tym, aby pełnych goryczy sądów o niewdzięczności obecnej w świecie nie włączać do swego światopoglądu. Pod powierzchnią ziemi znajduje się wiele wody, która nie wybija jako źródło. I to jest pocieszające. Sami jednak winniśmy być wodą, która znajduje drogę, aby się stać źródłem,  przy którym ludzie zaspokajają swe pragnienie doznawania wdzięczności”[2].

Od czasu, kiedy te słowa zostały napisane, wiele spraw na świecie się zmieniło i przybrało skrajną formę. Człowiek masy[3] święci wszędzie swoje triumfy. Jest on ubogi duchowo, bez serca i postępuje bezdusznie. Dlatego też wykreśla wdzięczność – jak wiele innych szlachetnych rzeczy – ze swojego słownika. Jeżeli już przedtem byliśmy niewrażliwi na Boże dobrodziejstwa, uważaliśmy je za rzecz oczywistą, to dzisiaj ta postawa niewdzięczności pod wieloma względami jeszcze bardziej się pogłębiła. Wychowanie do wdzięczności wobec Boga i ludzi należy dlatego pojmować jako szczególne zadanie obecnie i w przyszłości. Dlatego śpiewane przez nas Magnificat, inspiruje nas, by patrząc świadomie wstecz, nawet najdrobniejszych spraw nie przyjmować jako coś oczywistego…

Podziękowanie jest najlepszą prośbą. Tak to przeżywamy codziennie w obcowaniu z ludźmi, ale tak również niech będzie w obcowaniu z niebem. I ta niewypowiedziana a jednak tak usilna prośba niech jednoczy się z jasno sformułowaną prośbą brewiarzową: „Trahe nos…”[4] (pociągnij nas do siebie, za sobą). Pociągnij nas za sobą, abyśmy wszyscy stawali się coraz bardziej dziećmi Apparitio[5] – będącymi żywym obrazem Maryi i wyśpiewaną pieśnią pochwalną na cześć owocności maryjnej świętości w duchu narzędzia.

Pytania do tekstu:

Kolejny dzień, wstałeś, zjadłeś, chodzisz, masz się do kogo odezwać… Co dobrego dziś otrzymałeś od Boga, od swoich bliskich? Czy jest to takie oczywiste, szczególnie teraz w dobie koronowirusa? Czy starasz się na co dzień okazywać swoją wdzięczność Bogu i najbliższym? Czy czynisz to od razu? A jeżeli nie, dlaczego z tym czekasz?  Komu jeszcze dziś okażesz swoją wdzięczność i jak?

[1] Taka myśl nie jest czymś wyjątkowym. Paweł Sträter (t. 3, s. 31) cytuje powiedzenie Arnolda Jansena, założyciela zgromadzenia misyjnego [werbistów]: „Maryja jest czczona jako Założycielka i Opiekunka prawie wszystkich zgromadzeń zakonnych”. Ks. J. Kentenich przytoczył ten cytat w: Maria – Muter, s. 322.

[2] A. Schweitzer, s. 52-54.

[3] Wzmiankę o człowieku masy, [czyli o konformiście, który bezkrytyczne podporządkowuje się normom, wartościom i poglądom uznanym za obowiązujące w danej grupie społecznej i przystosowuje się do nich] spotyka się u ks. J. Kentenicha stale, przede wszystkim dlatego, że posłannictwo Szensztatu ma na celu jego przezwyciężenie. Zob. m.in.: Ethos und Ideal, s. 57nn, s. 78nn; Oktoberbrief 1949, s. 80; Grundriss, s. 46nn; Dass neue Menschen werden, s. 226nn; Maria – Muter, s. 153nn; Das Lebensgeheimnis Schönstatts, II Teil, s. 194nn; Aus dem Glauben leben, Bd. 4.

[4] Wezwanie skierowane do Maryi z piątej antyfony w Laudesach i Nieszporach dawnego brewiarza na uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi (8 grudnia).

[5] Jest to ideał kursu nowicjackiego, wybranego przez siostry w odpowiedzi na przysłonięcie przez hitlerowców płaskorzeźby Maryi na frontonie domu studiów w Szensztacie. Ideał ten polega na dążeniu do ukazywania światu Maryi przez własne życie. Założyciel wskazuje wszystkim na ten ideał.

Poprzedni wpis
4. Dzień
Następny wpis
5. Dzień

Podobne wpisy

W stronę nieba… Od kilku miesięcy mamy już polską wersję modlitw naszego Ojca i Założyciela W stronę nieba – długo oczekiwaną i wymodloną przez Rodzinę Szensztacką w Polsce. Można powiedzieć,…
CZYTAJ WIĘCEJ

Z Maryją i jak Maryja… 9-cio miesięczna nowenna przed koronacją MTA przez kobiety w Ruchu Szensztackim w Polsce   8 września – 8 października Chcę jak Maryja zawierzyć Bogu i…
CZYTAJ WIĘCEJ
Menu