Więź – cóż to takiego?

Więź – cóż to takiego?  

Jasna Góra 26 marca 2022

Zaglądamy do Wikipedii, by zobaczyć jak ona określa słowo „więź”, ciekawe, bo samo słowo „więź” nie określa nic, choć samo słowo „więź” jest pełne treści i głębi. Słowo „więź” jest zawsze z jakiś dopełnienie np. więź emocjonalna, więź społeczna, więź rodzinna, wspólnotowa, więź z miejscem.

Więź z osobą to jest coś, co już w nas jest od poczęcia. Jesteśmy w więzi z mamą, choć jej jeszcze nie widzieliśmy i nie podjęliśmy decyzji, że chcemy być „w tej więzi”.  Ona jest nam dana. Żyjemy w przestrzeni więzi: przychodzimy na świat w rodzinie, z miłości dwóch osób, przez chrzest jesteśmy włączeni we wspólnotę Kościoła, w szkole wchodzimy w relacje z rówieśnikami, w pracy pracujemy w zespole, mieszamy w jakiejś konkretnej społeczności mieszkaniowej.

Więź – to najgłębsza i najpiękniejsza tęsknota człowieka a z drugiej strony miejsce największego ból i zranienia. Dlaczego tak jest?

Spróbujmy wyjaśnić to pewnym obrazem.

Spotykamy znajomą koleżankę ze studiów, po wielu latach. Umawiamy się na spotkanie, żeby powspominać. Umówiony dzień nadchodzi. Zanim zasiądziemy do kawy i zaczniemy wspominać, znajoma oprowadza nas po swoim mieszkaniu. Kiedy wchodzimy do kuchni i widzimy stojącą na środku kanapę i nocną lampkę myślimy sobie: może się właśnie przeprowadziła i jeszcze nie zdążyła umeblować domu. Następnie wprowadza nas do salonu, widzimy piękny duży salon i na pięknych dużych oknach, piękne firmy i zasłony a na pólkach gwoździe, śrubokręty, wiertarki, a w rogu stoi kosiarka i taczka.  Potem pokazuje nam swoją łazienkę a tam mikrofalówka, toster i rower. Następnie pokazuje nam swoją garderobę a tam książki, biurko, i wśród stojących butów, laptop. W końcu siadamy do kawy, którą według gospodyni mamy wypić w sypialni. Czujemy się zażenowani w tej niezręcznej sytuacji. Wyczuwamy, że to wszystko jakoś do siebie nie pasuje. Trudno jest nam się odnaleźć. Idziemy z tą kawą do sypialni a tam oprócz sprzętu do ćwiczenia: rowerku, ciężarków, fotela do masażu pod oknem stoi mały stoliczek z dwoma fotelami, a na nim piękny obrus, świeże kwiaty, paląca się świeczka. W końcu siadamy, czujemy się dobrze w tym mały zakątku.

Świat naszych relacji

Wyposażenie mieszkania zawierało to, co potrzebne i dobre, ale było nie na swoim miejscu oraz sprzeczne z przeznaczeniem. To symboliczny obraz naszych więzi i powód bólu. Relacje są potrzebne, dobre, muszą być „na swoim miejscu” oraz mają do spełnienia w naszym życiu jakieś zadanie. Różnorodność więzi jest potrzeba, ubogaca nas, rozwija, kształtuje, poszerza horyzonty, to dar. Bałagan w relacjach jest  źródłem bólu, nieporozumień i rozczarowań. Więzi w naszym życiu przeplatają się, nie możemy ich sztywno posegregować jak przypraw na półce w kuchni.

Każda więź ma w nas swoje miejsce: relacja do rodziców jest inna niż rodzeństwa, inna do męża a inna do dziecka. Jedna więź rodzi drugą: z miłości rodziców rodzi się dziecko; przez relację z osobą trafiamy do wspólnoty; przez więź z człowiekiem otwieram się na więź z Bogiem i odwrotnie. W życiu możemy wybrać więzi,  np. młodzi ludzie zamieszkują razem, mimo deklaracji miłości nie wchodzą w więź małżeńską, decyduję się tylko na więź partnerską a czasami nie chcemy wejść z kimś  w relację, ponieważ ta osoba rozbija mój schemat myślowy, moją przestrzeń komfortu, pokazując obszary zmian, życia w schematach, iluzjach wzrostu i iluzjach prawdy. Warto zadać sobie pytanie czy słuchamy tylko tych, którzy są przychylni? 

Niebezpieczeństwem w naszych relacjach jest to, że próbujemy je zastąpić, niejednokrotnie próbując wypełnić „brak” jakieś więzi inną np. szukając w żonie mamy albo w mężu ojca. Wprowadzamy zamieszanie i zachwianie równowagi w nasze życie i życie innych, kiedy jako rodzice szukamy w dzieciach powierników swoich trudnych spraw. Budując więzi musimy pamiętać, że wchodząc w nie całym sobą tzn. z naszą tożsamością np. będąc na wyjeździe integracyjnym z pracy  nie zapominam o mojej tożsamości – jestem żoną i matką. Wchodząc w więzi nie pomijamy naszej tożsamości, nie odcinamy „kawałka siebie”.  Nie zapominajmy o tym, że relacje się zmieniają, relacja matki do dziecka kiedy ono ma 3 lat musi się zmienić kiedy dziecko ma już 30 lat czy relacja córki do matki kiedy jest w liceum zmienia się kiedy córka sama zostaje matką i żoną.  Trudne w naszym życiu jest to, że nie możemy „zastąpić” relacji: rodzina zastępcza nie zastąpi więzi z biologicznymi rodzicami – mimo, że dziecko czuje się kochane; więź z dzieckiem nie zstąpi więzi z mężem. W życiu są więzi, które mogą coś w nas uzupełnić, dopełnić,  mogą być drogą wzrostu i rozwoju ku pełni człowieczeństwa, ale nie da się ich zastąpić. Są też więzi które się wykluczają ponieważ nie mogę być matką i żoną w stosunku do tej samej osoby.

W relacji ukryta jest tożsamość.

Więź nadaje nam tożsamość i kierunek działania. Tożsamość wynika z relacji, wiem do kogo należę. W więzi pierwotnej odnajduje swoją tożsamość. Kiedy spotykamy ludzi, którzy np. nie znali swoich biologicznych rodziców, to brzmi w nich pytanie: kim jestem? To jest pytanie o początek Istnienia. Potrzeba więzi jest głęboko wpisana w nasze serca i pragnienia, nie możemy żyć poza więziami, one są częścią nas, one nas tworzą.

 Więc….  co z tym cały zamieszaniem w więziach? Jak to uporządkować?

Trzeba wrócić do początku. Trzeba wrócić do źródła. Trzeba wrócić do pierwszej relacji, która uporządkuje wszystkie inne. Pierwsza relacja w naszym życiu – relacja z rodzicami – rzutuje na inne relacje i odbija się w nich. Człowiek który doświadczył w jakiś sposób zachwiania relacji z rodzicami, odczuwa to w relacjach z innymi. Wtedy musimy coś w sobie odbudować, naprawić, przerobić, czasami poprosić kogoś innego o pomoc w uporządkowaniu naszego wewnętrznego świata.

Jednak to doświadczenie nas nie determinuje. Dlaczego? Bo jest w nas głębsza relacja. To jest PRA – RELACJA. Wcześniejsza niż ta z naszymi rodzicami. To jest relacja z Bogiem, Który Jest Ojcem. Z tej relacji wynika moja najgłębsza tożsamość.

Trzeba wrócić do tej pierwszej relacji, do tej pra – relacji, która uporządkuje wszystkie inne.

Co jest przeszkodą w powrocie?

Podstawowym problemem współczesnego człowieka jest utrata oparcia i orientacji co prowadzi do coraz większego oddalanie od Boga. Gubimy się. Oddalając się od Boga, dzisiejszy człowiek nie szuka już oparcia w porządku Bożym, lecz wyłącznie w porządku ludzkim, który panuje w świecie. Szukamy oparcia i orientacji w przeróżnych relacjach, szukamy w nich swojej tożsamości, pewności siebie. To jednak nie może zapewnić nam wsparcia, którego potrzebujemy. Założyciel Ruchu Szensztackiego O. Józef Kentenich porównuje dzisiejszego człowieka do osoby, która cierpi na zaburzenia równowagi, powiedzielibyśmy na zachwianie w relacji: „Zaburzenia równowagi na niespotykaną skalę – oto krótka charakterystyka dzisiejszej sytuacji czasu i duszy. A dlaczego dochodzi do takich zaburzeń równowagi? […] Ponieważ społeczeństwo ludzkie utraciło swój środek ciężkości. Kto jest tym środkiem ciężkości? Jest nim odwieczny, żywy Bóg oraz obiektywny, nakreślony i stworzony przez Niego porządek bytu i życia, – (czyli porządek stworzenia, porządek relacji) – lex aeterna (prawo wieczne)”[1]. Tylko wtedy, gdy dzisiejszy człowiek odnajdzie drogę powrotną do Boga, odnajdzie też swój punkt oparcia i orientację. Naszym zadaniem jest dawanie na to odpowiedzi poprzez życie rzeczywistością świata nadprzyrodzonego, odczytywanie w duchu wiary w Opatrzność Bożą działania Boga w naszym życiu i w historii oraz żyjąc wolnością, jaką daje nam dziecięca więź z Bogiem.

Więzi się tworzy, buduje i zdobywa, przez co? Przez doświadczenie.  Dlatego każdy dzień „Tu i teraz” może być miejscem doświadczenia Boga. Nasz Ojciec Założyciel powiedział, że „nawet w rozczarowaniach Bóg oczekuje od nas odpowiedzi miłości”. Czyli wszystko w mojej codzienności może być miejscem spotkania i doświadczenia żywego  Boga.

Świata naszych relacji – czasem poplątanych – w których czegoś szukamy, za czymś tęsknimy jest powiązany. Każda relacja powinna prowadzić nas do tej najważniejszej, jedynej, tej pra relacji: relacji do Boga Ojca. Wszystkie inne relacje są pochodne od tej pierwszej.  Najpierw jestem dzieckiem, potem siostrą, bratem, koleżanką, przyjaciółką, żoną czy matką, teściową, synową. Żyjemy w organizmie więzi. Moje ludzkie więzi powinny prowadzić mnie dalej, głębiej a nie zatrzymywać na sobie. Przez nasze ludzkie więzi – czyli przyczynę drugą jak nazywał to o. Józef Kentenich – możemy dojść do przyczyny pierwszej czyli Boga. Przez doświadczenie dobroci drugiego człowieka mogę doświadczyć dobroci Boga.

W Roku Jubileuszowym – 18 października 2014 r – Ojciec Heinrich Walter skierował
do Rodziny Szensztackiej kilka słów na rozesłanie, wskazując trzy  ważne obszary misji. Jednym z nich było: życie autentycznymi i mocnymi więzami. Czytamy:

„Cierpimy z powodu złych więzów i kontaktów oraz ich następstw  w życiu ludzi i narodów naszych czasów. Odpowiedź, jaką pragniemy dać, odczytujemy z „krzyża posłannictwa”, który uczy nas jedności. Postawa Jezusa i Maryi, wyrażona jest mową pełnych miłości gestów. W obliczu Maryi odbija się wiara, a jej ręce świadczą o czynach miłości. Chrystus oddał swoje życie w krwawej ofierze. Jego ból wyraża oddanie z miłości. Rana została przemieniona  w chwałę. Ich spojrzenie przywraca światu godność. Tajemnica wolnych, zbawczych i przemieniających więzi jest nam powierzona, jako nasz charyzmat. Na wszystkich płaszczyznach naszego życia, w modlitwie, w obszarach pracy zawodowej, w relacjach osobowych i w przyjaźni. Gdy przez codzienne małe kroki, utwierdzamy te więzy, powstaje całość – kultura miłości i jedność. Naszą uwagę zwracamy na szczególne miejsca, gdzie powstają zdrowe więzi, które decydują o przyszłości człowieka. (…)Podejmujemy dialog, aby wzrastało wzajemne zrozumienie i poznanie kultur, różnych wyznań i religii. Ten obraz przyszłości, nasz cel do którego odważnie zmierzamy, nazywamy kulturą przymierza.”

Jak dojść do tej pra – relacji? Jak to uporządkować? Jak przylgnąć do Boga, skoro On czasami wydaje się daleki, nieznany, nieobecny, nie doświadczalny? Czujemy pustkę i osamotnienie?

Dwie drogi.

Jedna to prosić Jezusa, by poprowadził nas do Ojca. Wejść w doświadczenie Jezusa, Jego miłości do Ojca. On wziął na krzyż nasze oddalenie od Ojca, nasze zagubienie i ból. Nasze tęsknoty i poczucie opuszczenia, oddalenia wziął na siebie.

Pięknie wyśpiewuje to Pani Alicja Majewska w piosence pt.: „Często stamtąd długo na mnie patrzy”.  Jest to wołanie Jezusa z krzyża. Warto posłuchać.

Czy Ty wiesz, czy Ty wiesz mój bracie,

Jak miłuje nas Ojciec nasz?

Lecz nie krew, która w drzewie rozkwitła,

jak rozkwita każdy trud w jutrzejszym chlebie –

tylko to odepchnięcie od Ojca,

to odtrącenie….

Za te słowa „czemuś mnie opuścił”

Ojcze, Ojcze – za mej matki płacz –

Ja na wargach Twoich odkupiłem

Dwa najdroższe słowa: Ojcze nasz

Jezus umiera, by przywrócić nas Ojcu. To jest zbawienie – powrót do pra-relacji. Dziecko zgubiło się Ojcu przez grzech, dlatego Jezus umiera by przywrócić nas Ojcu, przez mękę i śmierć odkupił „dwa najdroższe słowa: Ojcze nasz”.  Ks. Cantalamessa w książce „Nasze życie poddane Chrystusowi” mówi: „Jezus idąc za pragnieniem Ojca wziął na siebie całą naszą zarozumiałość, całe nasze oddalenie od Ojca, całą rozwiązłość, hipokryzję, niesprawiedliwość, przemoc, całe kłamstwo, całą nienawiść. Wszedł w ciemność zła, które oddala nas od Ojca. Jest z nami nawet w mim rozdarciu, oddaleniu od Ojca.” Jezus pokazuje nam Ojca, uczy chodzić w Jego obecności. Jezus zna serce Ojca i wie, że w Jego najgłębszych pragnieniach kryje się miłosna tęsknota za człowiekiem. Nie tylko ja tęsknię za Ojcem, ale Ojciec tęskni za mną. Jezus wie, jak tęsknisz za Ojcem, On wziął na siebie Twoją tęsknotę. Więc uchwyć się krzyża. Jezus doświadczył poczucia opuszczenia, odrzucenia, więc rozumie Twoje. Ale to jest tylko poczucie. Ojciec nie odrzuca dziecka. Ojciec nie opuścił Jezusa na krzyżu.

Druga droga to więź z Maryją. W Ruchu Szensztackim zawieramy przymierze miłości z Maryją, która jest najpewniejszą drogą do Boga. Jeśli nie możemy znaleźć drogi do Ojca, to idźmy do Maryi. „Im bardziej jesteśmy zadomowieni w sercu Matki Bożej tym szybciej i pewniej Ona zadomawia nas w Bogu” – jak powiedział O. Józef Kentenich. To jest organizm więzi.

Modlitwa S. M. Emili Emgel

Zbawicielu żyj we mnie!

Posłuż się moim sercem, aby kochać ludzi.

Kochaj ich przeze mnie miłością Ojca, miłością Słowa które stało się Ciałem, Miłością Ducha Świętego. 

Kochaj przeze mnie wszystkich – bez wyjątku, a szczególnie tych, którzy nie darzą mnie sympatią. 

Kochaj ich Swoją miłością aż do końca:

aż do końca moich sił, 

aż do końca moich dni,

 aż do końca moich ziemskich dóbr,

aż do oddania mojego życia.

Ty we mnie, Zbawicielu, a ja w Tobie, bo wtedy i ja będę nosić w sobie wszystkich, tak, jak Ty ich nosisz w Swoim Sercu pełnym miłosierdzia.

Matko Pięknej Miłości – kształtuj mnie, abym stawała się podobna do Ciebie. Amen. 

 S. M. Edyta Frankowska ISSM

[1] Ojciec Józef Kentenich, Grundriß einer neuzeitlichen Pädagogik für den katholischen Erzieher (Zarys nowoczesnej pedagogiki dla katolickiego wychowawcy), Vallendar-Schönstatt, wydanie 2 1978, s. 42.

Poprzedni wpis
Komunikat Prezydium Generalnego Międzynarodowego Dzieła Szensztackiego
Następny wpis
„Wy jesteście naszym listem…”

Podobne wpisy

„Daj się poprowadzić”

Renata Kleszcz-Szczyrba „Daj się poprowadzić” – wakacyjne rekolekcje szensztackie w Kokoszycach w archidiecezji katowickiej. Wspomnienie, refleksja, świadectwo… „Daj mi poprowadzić” – takie były moje początki prowadzenia auta. Jako świeżo upieczony…
CZYTAJ WIĘCEJ
Menu